#OświataNaSzóstkę – czas na prawdziwą reformę polskiej edukacji!

#OświataNaSzóstkę – czas na prawdziwą reformę polskiej edukacji!

W Sejmie odbyła się konferencja prasowa Prezesa Partii KORWiN Janusza Korwin-Mikke oraz Tomasza Grabarczyka, rzecznika prasowego KORWiN i Konfederacji. Temat konferencji odnosił się do strajku nauczycieli, który prowadzi ZNP na czele ze Sławomirem Broniarzem.

Janusz Korwin-Mikke: Szef ZNP po prostu uszkadza system oświaty. Na kolei to by było jak uszkodzenie kolejnictwa. A więc ten człowiek powinien zostać aresztowany, razem z innymi „mniejszymi Broniarzami”, a wtedy będzie zaprowadzony porządek – powiedział. Według niego „błyskawicznie – korzystając z tego (aresztowania)”, należy rozwiązać Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Tomasz Grabarczyk przypomniał projekt #OświataNaSzóstkę, czyli pomysły partii KORWiN na reformę edukacji. Podkreślił, że oświatę trzeba przede wszystkim zdecentralizować i odbiurokratyzować, bo „nauczyciele powinni mieć zdecydowanie większy wpływ na to, w jaki sposób uczą swoich uczniów”, a także „powinni skupić się na nauczaniu, a nie na pracy za biurkiem”. Wspomniał także o likwidacji „niepotrzebnych” w tym rozwiązaniu kuratoriów i wydziałów oświaty oraz samego resortu edukacji. Jak dodał „w okresie przejściowym” obowiązywałby bon oświatowy, który „idzie przez lata za uczniem do różnych szkół, i który szkoła może spieniężyć w banku”. – Jest to najlepsza wolnorynkowa i najbezpieczniejsza droga do reformy polskiej edukacji, czyli do wprowadzenia takiego modelu edukacji, gdzie to uczeń właśnie, jest najważniejszy, a nie nauczyciel w szkole. I to dla ucznia szkoła funkcjonuje, a nie dla nauczyciela.

Zatrzymajmy strajk nauczycieli. Zreformujmy polską edukację! #OświataNaSzóstkę

Opublikowany przez Partia Wolność Poniedziałek, 15 kwietnia 2019

komentarzy 10

  1. Bony edukacyjne? Dziwny, populistyczny pomysł który nie ma nic związanego ze znajomością systemu oświaty. Po co bon edukayjny skoro dzisiaj jest pelna dowolnośc wyboru placowki oświatowej, to rodzic/uczeń dedyduje do którego przedszkola/szkoły podstawowej/średniej posle swoje pójdzie. Szkoły ze względu na niz demograficzny prześcigają się w konkurencyjności tworząd dodatkowe profile, zajęcia pozalekcyjne, klasy sportowe, specjalności, nawet certyfikaty, zabiegają o dodatkowe środki, biora udział w grantach i projektach ministerialnych i unijnych. Słabe szkoły i nienowoczesnych profilach po prostu nie mają chętnych i same się rozwiązują – gmina rozwiązuje, łacząc placowki ze względu na nieopłacalność. Bon oświatowy realizowany w przedszkoolach czy w klasach 1-3 realizowany na podstawie? Wyników, egzaminu, sprawdzianu, opinii rodziców? Wprowadzamy egzamin poprzedszkolny? Sieć szkół jest taka w Polsce, że rodzic pośle dziecko do nabliższej szkoły ze względów bezpieczeństwa a nie do tej która jest o 4 punkty wyżej w rankingu ale która jest w innej dzielnicy miasta lub w przypadku wsi oddalona nawet o kilkanaście kilometrów. Bony edukacyjne to nie pomysł to utopia która z rzeczywistością nie ma nic wspólnego.

    Odpowiedz
    • Czy socjalizm i komunizm nie jest czasami utopią ?
      Problem edukacji nie może zostać rozwiązany za pomocą strajków ,ponieważ ten sam problem powróci przy okazji następnych wyborów.
      Dokładnie jest w innych sektorach gospodarki . Chociażby służba zdrowia . Co roku wydaje się coraz to więcej środków , ale jakoś nie widać poprawy .
      Tylko prywatyzacja takich sektorów bez znaczącej ingerencji państwa polskiego jest w stanie poprawić sytuację w tych sektorach.

      Odpowiedz
      • Do Mariusz Hołownia
        Powtorzyłes tylko to co jest w treści informacji, ale prywatyzacja nie jest receptą. Nie rozwiązuje ani jednego problemu oświaty. Prosiłbym o konkrety

        Odpowiedz
    • Proszę nie decydować za rodziców. Widzę, że Pax wie napewno, co rodzice zrobią -myślę, że osoba Pax może się bardzo pomylić. Nie zawsze decydujemy się na najłatwiejsze i najtańsze rozwiązania. Pan JKM mówił również o decentralizacji władzy nad szkolnictwem. Dyrektorzy, nauczyciele będą mogli sami zdecydować o programie. Np. Będą mogli wprowadzić trening percepcji, zdolności przyswajania informacji poprzez techniki szybkiego czytania i zapamiętywania kosztem np. Usunięcia chemii czy języka polskiego. Teraz jest to nie możliwe bo wiąże nauczyciela podstawa programowa. Taka sama w każdej szkole- czyli nie możemy mówić o konkurowaniu między szkołami na płaszczyźnie programów. Dyrektor nie może ściągnąć do siebie dobrych nauczycieli proponując im np. lepsze warunki zatrudnienia czy pracy, bo w chwili obecnej wszystkie są takie same. Dyrektor nie może zwolnić nauczyciela jak uzna go za szkodliwego w swojej placówce. I wreszcie pensja dyrektora i nauczyciela nie jest wogóle zależna od jakości wytworzonej pracy. Innymi słowy: czy dyrektor i nauczyciel wytworzą lepszą jakość czy nie to i tak wypłata będzie taka sama, do tego pod przymusem zebrana od obywateli. Teraz w szkole może funkcjonować kolesiostwo: dyrektor zatrudnia uznaniowo lub przydziela np.nagrodę bo lubi nauczyciela, który może się okazać człowiekiem, który ciągnie szkołę w dół jakościowo i finansowo. Inni nauczyciele na to patrzą w wyniku czego nie mają motywacji do podjęcia dodatkowego wysiłku, a osoba obdarowana względami dyrektora demoralizuje się. W systemie JKM takiego związku (dyrektor-nauczyciel) nie byłoby. Dyrektor odrazu zobaczyłby u siebie na koncie mniejsze zyski, a może nawet zbankrutowałby. Podam przykład dzięki mojej dodatkowej pracy, umiejętnościom czy osobowości przez ostatnie 4 lata udało mi się przekonać do naszej szkoły 40 osób. Bardzo niewdzięczna i obciążająca praca. Dyrektor nie może mi zaproponować znacząco wyższej pencji. A łatwo policzyć 40 osób x np. 500zł czenego x 12 miesięcy x 3 lata (bo taki nabór prowadzę) daje kwotę: 720 000 zł. A na każdego ucznia w naszym systemie przypada kwota 1500 zł miesięcznie. Dziękuję.

      Odpowiedz
      • do Maciek
        Znam system oświaty od wielu lat i prywatyzacja jest czymś utopijnym.
        Ja rozumiem idealną utopię, że rynek (konkurencja) definiują dobre i zle szkoły. Jednak to utopia. W Polsce w małych miejscowościach i wisach funkcjonuje jedna szkoła, nikt nie będzie dowoził dziecka do innej szkoły podstawowej kilkanaście kilometrów bo tam jest lepszy poziom chemii.
        Jest pełna dowolnośc obecnie wyboru przedszkola, szkoły podstawowej i średniej – więc pytanie po co prywatyzacja? Uczeń/rodzic w oparciu o oferte edukazyjną szkoły sam sobie wybiera, wybiera profil, dodatkowe zajęcia, ma wgląd w wyposażenie.
        Czy właściwym byłoby aby w szkole podstawowej jak Pan pisze rezygnować z lekcji języka polskiego. Przecież większość nauczycieli w Polsce to nauczyciele szkół podstawowych. Co z przedszkolami – tam tez konkurencja, sprawdzanie poziomu przedszkoli?? Wprowadzamy egzaminy na ukończenie przedszkola aby stwierdzić w którym jest najwyższy poziom?
        Dyrektor zbankrutowałby? Nie ma czegos takiego? On nie byłby właściwielem placówki – conajwyżej byłby odwołany przez organ lub w skrajnych przypadkach proponowanych przez Korwina rodziców.
        Jedyny dobry pomysł to w kontekście motywacyjnego i to można dać większą autonomię rodziców czy uczniom.
        Pomysły pomysłami ale sa one oderwane od rzeczywistości – pamiętajmy że oświata to przedszkola i szkoły podstawowe a nie nie szkoły średnie gdzie to juz uczeń wybiera szkołę (czasem z internatem) i jest w stanie do niej dojechać.
        naprawdę chciałbym aby ktoś odpowiedział na pytania jak weryfikować jakoś przedszkoli, jak weryfikować poziom nauczania w klasach 1-3, jak zwiększyć konkurencyjność w szkołach wiejskich?

        Odpowiedz
    • Pax, niestety nie jest prawdą to co piszesz rodzic nie może wybrać szkoły, ponieważ jest rejonizacja, czyli czy chce czy nie dziecko trafia do najbliższej szkoły od miejsca zamieszkania, a nie tam gdzie chce rodzic.

      Odpowiedz
  2. Więc nic się nie zmieni. Każde centralne zarządzanie jest drogie, bo generuje koszty związane z utrzymaniem całego systemu kontroli. Jeżeli jeden uczeń kosztuje 1500 zł miesięcznie to myślę, że to bardzo dużo. A nauczyciel zawsze zarabia mało. Moja mama pracowała w szkole 40 lat ja już 20 i nic się nie zmienia na lepsze, jeżeli chodzi o płacę i warunki pracy. Nie trzeba wprowadzać żadnych wskaźników w przedszkolach czy szkołach. Po co? Ustanowienie jakiegokowiek wskaźnika powoduje wynaturzenie i nie prowadzi do pożądanych efektów. Np. Wprowadzenie testów wyboru z podanymi 4 odpowiedziami zaskutkowało zmianą podejścia do nauczania przez nauczycieli (bo chcą mieć dużą zdawalność). Ksera w szkołach się grzeją, aby wydrukować jak najwięcej testów, a uczniowie są wyspecjalizowani w rozwiązywaniu tych konkretnych testów. Uczeń można dobrze odpowiedzieć na pytanie nie umiejąc rozwiązać zadania z matematyki (wiem bo jestem tatą 2 synów). W życiu nigdy nie ma tak, że podane są 4 odpowiedzi do problemu i na zasadzie intuicji wybieramy dobre rozwiązanie. Jeżeli wprowadzimy jakieś tam wskaźniki edukacyjne to szkoły nauczą się zdobywać konkretne punkty gubiąc i wypaczając rozwój ucznia i sens edukacji. Żeby być dobrze zrozumianym podam przykład z innej dziedziny, wolnej od ministerstwa. Jeżeli zakłady produkujące śruby będziemy oceniać przez pryzmat ilościowy czyli kto wytworzy najwięcej śrub ma największą dotację do płac pracowników i dyrektora to po dwóch latach mamy firmy produkujące miliony śrub o wielkości 1 mm. Jeżeli kryterium zmienimy na wielkość śrub to będą produkować 2 śruby 20-tonowe, jeżeli przez wartość, to produkcja skupi się na śrubach ze złota, a czy są takie czy inne potrzebne to dla kierowników fabryk w tym układzie jest mało istotnym parametrem, a w rzeczywistości najważniejszym. Lepiej, żeby klienci zwracali się do fabryk i zamwiali potrzebne im śruby i płacili im za zamówienia. Tak jest obecnie. Dlatego nie mamy problemów z dopasowaniem śrubki do naszych potrzeb. Wogóle sam spór o edukację jest stratą czasu. Jeżeli jeden dyrektor uważa, że zastosowanie konkretnego rozwiązania jest skuteczniejsze np. Koedukacji czy prowadzenie nauczania gender, LGBT czy szkoły z żelazną dyscypliną czy zastosowanie rozwiązań liberalnych to niech to zastosuje. Sprawdzimy efekty. Przypominam, że obecnie nie można ucznia wyrzucić z żadnej szkoły za zachowanie czy brak postępów w nauce. Tworzy się marazm. Ludzie mają różne oczekiwania co do szkoły i nauczycieli nie koniecznie patrzą na jakieś tam wskaźniki. I jeszcze jedna uwaga w chwili obecnej jest nadmiar nauczycieli wf. Ale centralnie zarządzana edukacja co roku ich produkuje w nadmiernych ilościach. Po co? Powinien to regulować rynek.Płacisz za studia, sam się uczysz sam ryzykujesz, że nie dostaniesz pracy itd. Dlaczego to ma iść z pieniędzy wszstkich. Ale to temat na inną dyskusję. I na koniec nic się nie zmieni w edukacji, bo żadna władza nie odpuści takie kasy. Wg mnie to poprostu skok na kasę jak ten cały socjalizm.

    Odpowiedz
  3. Dleczego nauczyciel nie miałby się nauczyć nauczać innego zakresu wiedzy? Przykład podany przeze mnie w pierwszym wpisie jest bardzo dobry. Który z nauczycieli języka polskiego uczy technik szybkiego czytania? Nikt. A jak najbardziej jest do tego przystosowany i zainteresowany nabyciem tego rodzaju umiejętności przez swoich uczniów. Mógłby to być sztandarowy program jednej ze szkół. Kto się umie dostosować i jest najbardziej elastyczny i do tego pracowity ma zarabiać dużo. Jeżeli omawiany nauczyciel j. polskiego zakomunikuje dyrektorowi, że nie umie nic więcej niż tylko wykładać historię literatury i nie chce się rozwijać no cóż….. A przychodzą mi do głowy jeszcze inne pomysły: umiejętność pisania wierszy, utworów epickich, dramatów, scenariuszy itp. Zresztą pojawiłyby się naprawdę skuteczne i nowe przedmioty rozwijające uczniów. No i spotkaliby się na ulicy uczniowie z dwóch różnych szkół to mieliby o czym rozmawiać i o co się spierać, dyskutować i debatować. U mnie w szkole organizuje się dni demokracji. A nie ma dni monarchii, tyranii, socjalizmu, kapitalizmu. Więc edukacja jest niepełna.

    Odpowiedz
    • Kilkukrotnie przeczytałem Twój komentarz i naprawdę nie widzę tu, ani odpowiedzi na moje pytania ani jakiś innych rozwiązań, jesli widzisz (tak widze Twoją wypowiedź) jakieś pole manewru to jedynie w szkołach średnich. Tą dyskusję które tutaj rozpocząłem dotyczy utopii bonów edukacyjnych które chce wprowadzić Korwin. Podałem argumenty, że jest to rozwiązanie które albo się nie sprawdzi (z powodu różnych czynników) albo w formie zwykłego finansowanie jest wprowadzone. Główną osia pomysłu Korwina jest wprowadzanie bonu do systemu oświaty aby za rodzicem (dzieckiem) szły pieniądze – przecież dzisiaj jest pełna dowolność w wyborze przedszkola, szkoły podstawowej czy średniej – każdy wybiera szkołę sugerując się jej opiniami, zdawalnością, wyposażeniem, ofertą edukacyjną. Słabe szkoły o nie przyszłościowych kierunkach mają co raz mniejszy nabór i sa zamykane. Po co wiec jakiś bon edukacyjny? Co do nauczycieli konkretnie wfu, to jest świadomy wybór tych osób, ze idą na takie studia. Nie ma tu centralnego zarządzania edukacją a jest właśnie wolny rynek co Pan pisze, że nie ma. Skoro jest nadprodukcja nauczycieli wf-u to muszą się przebranżowić – nie ważna jest podaż bo popyt jest uregulowany, nie da się ze względu na nadprodukcję wfistów, zwiększyć ilość godzin tego przedmiotu do 12-14 tygodniowo aby zapewnić im prace. Właśnie widać idealnie w tym przypadku wolny rynek.
      Z nauczycielem rozwijającym się – rozumiem. Jednak takie wymagania są już przesadne. Nie znam nauczyciela który by skończył tylko jeden kierunek studiów, sam mam trzy, podobnie jak żona. Przeszedłem wszystkie rodzaje szkół od podstawowej po średnią, oprócz tego wykładam na uniwersytecie i czasem od nauczyciela wymaga się zbyt dużo. Jednak rozumiem intencje, problem jest w tym że nauczyciel przedmiotowiec np. chemii pracujący w szkole podstawowej musi pracować w co najmniej 3-4 szkołach aby mieć etat i jeżdżąc po całym powiecie szukając godzin ma jeszcze kończyć 2,3,4 kierunek, bo wymagane są nowatorskie elementy? Rozumiem naprawdę intencje o dowolności metod, tylko czy teraz ktoś zabrania nauczycielom prowadzić lekcje ciekawie, wykorzystując multimedia itd…? U Pana obchodzi się dzień demokracji, czy jest odgórny zakaz aby nie przeprowadzać dnia monarchii? Wątpię. Wszystko zalezy od nauczyciela. W jednej szkole może być dzień Pana Kleksa w innej Harry’ego Pottera a w innej Anni z Zielonego Wzgórza. Tu jest dowolność nauczyciela. Podobnie z przykładami LGBT czy innymi, jeśli takie treści są potrzebne czy powiedzmy zasadne nauczyciel je przeprowadza, w wielu szkołach jest przeprowadzany tzw. dzień Tolerancji i wszystko jest podobnie. Jakie zasady są w szkole wprowadza dyrektor z Radą Rodziców i Rada Pedagogiczną – można wiele kwestii wprowadzić do statutu czy regulaminu i zrobić szkołę dość surową lub wprost odwrotnie. Tu jest pewna dowolność.
      Jak piszę, czasem wydaje mi się że nie rozumiemy się do końca, większość nauczycieli to nauczyciele w szkołach podstawowych, również przedszkoli, więc prosiłbym odnieść się głównie do tych poziomów edukacji. Szkoła średnia to coś zupełnie odmiennego, tutaj jednak konkurencyjność jest łatwiejsza do zrealizowania, są konkretne wskaźniki, zdawalność, profile. Prosiłbym powiedzieć, a jeśli to możliwe, aby autorzy pomysłów z Konfederacji odpowiedzieli na zadawane pytania przeze mnie w dyskusji, jednak jak widać tutaj wystarczy rzucić hasło – prywatyzacja i już się myśli że to wszystko załatwi. Chciałbym poznać szczegóły, aby wiedzieć czy warto głosować za takimi rozwiązaniami.

      Odpowiedz
  4. Hmmm… Wydaje mi się, że oboje nie trafiamy w centralny punkt problemu. I dyskutujemy w różnych miejscach. Uważam, że są przynajmniej dwie płaszczyzny do dyskusji. Pierwsza to mechanizm ekonomiczny, finansowy, który kieruje systemem edukacji oraz drugi czyli treści edukacyjne. Jeżeli chodzi o ten drugi aspekt to myślę, że sporów nie powinno być, bo tak jak Pan słusznie zauważył nawet w chwili obecnej jest pewna dowolność w doborze treści. (dni Demokracji narzucone są od górnie przez prezydenta miasta :), co jest swoistego rodzaju kuriozum). Wolałbym zdecydowanie więcej swobody w tym obszarze. Drugi ważniejszy mechanizm czyli ekonomiczny jest wadliwy. A przecież to on determinuje prawie wszystko. Uważam, że nie stać rządu na taką edukację. A przecież jeszcze brakuje pieniędzy. Co roku Państwo musi się zadłużać i w ten sposób kupuje spokój społeczny. Jeżeli tego wadliwego systemu finansowania edukacji nie zmienimy to nic się nie zmieni ani na płaszczyźnie zarobków ani jakości edukacji na lepsze. I czy to nam się podoba czy nie tak jest. Przypominam, że nauczyciele strajkowali, gdyż chcą zarabiać więcej (zresztą prawnie tylko w takim celu mogą strajkować). I nic nie wywalczyli! Bo nie ma kasy. Żeby pracownik dobrze pracował muszą być spełnione przynajmniej 2 warunki: dobre dochody i zagrożenie bezrobociem. W szkole jest dokładnie odwrotnie. Uważam, że jakość edukacji wytwarzają nauczyciele. A jeżeli wymyślimy nowy bardziej zamordystyczny sposób zmuszania nauczycieli do bardziej wytężonej pracy, nie dając możliwości zarobienia im zdecydowanie większych pieniędzy to jakość edukacji jeszcze bardziej spadnie. Albo odejdą od zawodu, albo nie przyjdą dobrzy nowi, albo znajdą sposób na robienie uników w pracy np. Regularne zwolnienia lekarskie (przecież każdy może chorować, a karta nauczyciela jeszcze bardziej to betonuje). Jeżeli chodzi o bon oświatowy to sytuacja przejściowa i bez spełnienia pewnych warunków nie ma sensu. 1. Likwidacja ministerstwa edukacji i całego aparatu urzędniczwgo zarządzającego oświatą. Od tej chwili będzie robić to dyrektor. 2. Z bonu oświatowego całą gotówką zarządza dyrektor, nie ma nad sobą żadnych przymusów urzędniczych i kontroli robi co chce z tymi pieniędzmi. 3. Dyrektor staje się właścicielem budynku szkolnego. Nie chcę tutaj dyskutować na jakich zasadach. Chodzi tu o fenomen. 4. W konsekwencji likwiduje się przymus edukacyjny (zmiana konstytucji), jednocześnie obniża się drastycznie podatki, a za szkołę płaci się pieniędzmi. Jeżeli to uznamy za populizm to nie chcemy zmieniać niczego. Tylko tkwić w starym wadliwym bo drogim mało skutecznym systemie centralnie zarządzanym. O takich rozwiązaniach mówią prawdziwi liberałowie. Oni nie chcą układać ludziom życia tylko zwrócić wolność. Polecam książę Stanisława Michalkiewicza p.t. Dobry (zły) liberalizm. Tam jest trochę tematów do przemyślenia. My funkcjonujemy w systemach które mają bardzo dużo błędów założycielskich. Idea oparta na złych zasadach jest ideą, która nie będzie działać. Np. Socjalizm czy komunizm zawsze się wywróci bo zbankrutuje A nie dlatego że jest zły. Pewnie, że chciałbym żeby wszyscy mieli dostęp do edukacji na najwyższym, ale to jest za drogie i w końcu padnie. A poza tym nie wszyscy zasługują na wiedzę bo jej nie doceniają. Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *